Jesteś w ciąży i masz wiele własnych przekonań w głowie, których wiernie się trzymasz… dopóki nie urodzisz maluszka. Na przykład, że Twój potomek od pierwszego „leżenia” pokocha swoje cudowne, przepiękne, tak długo przecież wybierane, łóżeczko. Zaśnie bez bujania, huśtania i tych innych dziwnych zabiegów, do których przecież dzieci „są przyzwyczajane” przez swoich rodziców. Ale nie Twoje dziecko, Ty nie wdrożysz takich „zwyczajów”. Cóż, pewnie zdarzają się zupełnie bezproblemowe maluchy, ale… niekiedy jest inaczej :) Na szczęście na większość rodzicielskich bolączek znajdzie się rozwiązanie.

Kosz Mojżesza od kilku lat cieszy się wielką popularnością wśród młodych mam. I słusznie, bo pomaga rozwiązać kilka problemów początkowego etapu macierzyństwa. Przede wszystkim sen maluszka. Dziecko śpi, a mama chce mieć go na oku, ale przy okazji coś ugotować lub posprzątać mieszkanie. Łóżeczko drewniane ciężko przestawiać kilka razy dziennie. Kosz Mojżesza z kolei idealnie się do tego nadaje. Jest stosunkowo lekki, więc nawet z kilkukilogramowym bobasem w środku można go bez większego wysiłku przenieść w inne miejsce. Dziecko śpi, a mama zerkając na nie może spokojnie pracować. Niestety, niektóre kosze Mojżesza mają zbyt krótkie uchwyty, co utrudnia ich przenoszenie jedną ręką.

Kosz Mojżesza z wikliny

Można kupić kosze Mojżesza, posiadające bieguny, co ułatwia uspokajanie dzidziusia. Z drugiej jednak strony, twarde ścianki wiklinowego kosza potrafią skutecznie zburzyć błogi sen maleństwa. Poza tym bardzo trzeszczą przy każdym ruchu – wrażliwe bobasy nie pośpią długo słysząc taki hałas. Co ważne, kosz jest też przewiewny, dzięki czemu maluch się nie poci. Jednak już z samą higieną kosza jest gorzej. Te najbardziej popularne – wiklinowe - bardzo trudno dokładnie umyć. Wyczyszczenie każdej szczeliny takiego kosza wymaga dużo czasu i energii. A czy świeżo upieczona mama może sobie na to pozwolić?

Firmy, produkujące kosze Mojżesza prześcigają się w kolorystyce i materiałach, z jakich wykonane są kosze. Można kupić nie tylko tradycyjny, wiklinowy kosz, ale też filcowy, silikonowy, zrobiony na szydełku czy uszyty z tkaniny.

Miękka Gondola

Miękka gondola jest udoskonalonym koszem Mojżesza. Kosztuje podobnie, a zalet ma znacznie więcej. Oprócz tradycyjnego użycia w domu jako przenośnego łóżeczka, miękka gondola może stanowić wkładkę do wózka głębokiego – jest przyjemna i wygodna dla malucha. Idziesz do sklepu, kawiarni, do koleżanki, która mieszka na 4 piętrze w bloku bez windy, a wnoszenie wózka jest dla ciebie awykonalne - żaden problem, z łatwością wyjmiesz miękką gondolę z wózka i bez trudu wniesiesz na każde piętro. Inna zaleta gondoli to jej funkcjonalność w podróży – nie musisz dodatkowo pakować łóżeczka turystycznego, ponieważ miękka gondola sprawdza się w tej roli idealnie. Ponadto w miękkiej gondoli możesz zanieść dzidziusia choćby na plażę, gdzie wózkiem ciężko wjechać. Po takiej wyprawie pewnie piasek i słona woda nieco zabrudzą miękką gondolę, ale na szczęście można ją wyprać – pralka, 40 stopni i znów lśni czystością. Kosza Mojżesza niestety uprać się nie da (szczególnie tego filcowego i sznurkowego). Niektóre dzieci są wrażliwe na hałas, więc trzeszczenie wiklinowego kosza Mojżesza przy każdym ruchu może malucha obudzić i doprowadzić do płaczu. Miękka gondola jest delikatna, maluch gdy się przewraca nie czuje żadnego dyskomfortu. Co ważne, ścianki miękkiej gondoli  usztywnione są gąbką i pokryte satyną bawełnianą, zapewniającą przyjemny dotyk dla skóry dziecka.  Nie można tego powiedzieć o wiklinowym czy silikonowym koszu Mojżesza. 

Praktyczne porównanie zawiera poniższa tabela:

Porównanie - kosz Mojżesza czy miękka gondola

Miękka gondola jest koszem Mojżesza na miarę naszych czasów: dla rodziców obieżyświatów, dla rodziców, którzy nie chcą być ograniczeni ciężkim i wielkim wózkiem, dla rodziców aktywnych, dla rodziców troszczących się o swoje maleństwo i wreszcie dla rodziców, którzy chcą mieć maleństwo zawsze blisko siebie, jednocześnie nie rezygnując z innych obowiązków.